niedziela, 5 maja 2013



''Ja jestem Śmierć, Niszczyciel światów''
Abaddon - anioł czeluści, rozważał czasami kiedy to sie stanie
wciąż od początku zesłania zastanawiał się kiedy człowiekowi będzie dane poznać tajemnicę wszechistnienia.
Przebudzenie ludzkości było nieuchronne, było drogą do wyższej formy istnienia, a miało dopiero nastąpić, co pociągnie za sobą wiele ofiar.
Przy końcu czasów wyleje sie wiedza i ludzkość pozna prawdę, wszelakie religie zostaną zdeptane w gnijących ciałach ich wyznawców.
Upadek Niosącego Światło był wiadomy od początku stworzenia, ta kreacja cielesności i stęchlizny religijnych demonów uzurpujących sobie rolę Stwórcy miała doczekać sie zmierzchu.
Księga Raziela już została otwarta..
Gdzie będzie wasz bóg kiedy zapadnie ciemność?

Lepiej zamknij oczy i zacznij Go szukać..

                                                         
                                                               
                                                                            ***

Był to okres kiedy liście już spadły - początek corocznej fali opadów, środkowoeuropejska pora deszczowa. Szarość i ogólna aura jesieni nastrajała depresyjnie. Odszedł gwar radosnego w swojej beztrosce lata, dla Tobasa także, choć on czuł to inaczej. Od dziecka, odkąd pamiętał był jakiś inny - inny od wszystkich i bynajmniej jako dziecko nie uważał tego za zaletę. I ta jesień również była inna..
Obudził się wcześnie. Właściwie niewiele ostatnio spał i ta noc nie była wyjątkiem, zmrużył oko może na półtorej godziny...
Czuł że coś się zacznie dziać, coś bardzo niedobrego, nie wiedział kiedy lecz czuł, że to jest blisko, wsłuchiwał sie w eter - spojrzał przez okno, właściwie nigdy mu się nie wiodło - pomyślał.
I znowu jak uderzeniem w skroń powróciła myśl.
Odwrócił się zmierzając w stronę kąta pokoju poddasza, leżała tam gdzie ją położył j jej róg wystawał spod poduszki - Księga Pisma Świętego.
Usiadł.
Odsunął poduszkę odkrywając ją całą - dreszcz wstrząsnął nim konwulsyjnie, dotknął wytartych okładzin i okutych narożników. Za każdym razem choćby celowo próbował otworzyć tak aby nie trafić w To miejsce coś prowadziło jego palce i tym razem się to stało..''..na górze..Najwyższy Pan '' Pan w bieli - sztucznego połysku, zdemoralizowanej fizyczności.-jemu miał stwaić czoło -Tobasowi zjeżyły się włosy, był zmęczony po nieprzespanej nocy, jednak jego mózg pracował na najwyższych obrotach. Teraz -pomyślał - podszedł jeszcze raz do okna, nerwowo i nieświadomie...
Nie mógł zejść na dół nie z tym zamiarem w duszy - z zamiarem samobójstwa. Nic poza tym sie nie liczyło, świat skurczył sie do jego mesjańskiej misji.
Zaczął szukać sznura..- nie mam nawet pieprzonego paska - jego myśli rozkołatane niczym serce, które uderzało jakby zaraz miało rozerwać pierś. Musi działać szybko nim ktoś się zorientuje..
Nagle dotarło do niego - kabel od komputera, którego nie używał w ostatnim czasie. Zaczął wykonywać czynności jakby mechanicznie, nie myślał, cała jego świadomość była skupiona na  ''Najwyższym''..., któremu z pomocą Boga miał pokonać swoją świadomą ofiarą

                                                                  ***

Dla Gabriela nie stanowiło to problemu, jednak zadanie było inne od tych, które wykonywał przez 2000 lat.Wiedział że może spodziewać sie syna ciemności - sztucznego blasku. Wiedział,że jest to więcej niż pewne, nie znał przyszłości, znał ja tylko Ten który jest Wszystkim. Wiedział jedno Tobasa czas jeszcze nie nadszedł.
 Każdemu śmiertelnikowi dane było zobaczyć Archanioła w naturalnej postaci w chwili śmierci, lub tuż przed nią. Zadaniem Gabriela było strzec go.
''To faktycznie coś byłoby coś nowego, taki Mały Sąd przed ostatecznym rozrachunkiem'' - cos nieuchronnego.
Gabriel w większości przypadków wykorzystywał  między innymi tak niedocenianą przez śmiertelnych synchroniczność prowokując lub oddalając zbiegi zdarzeń - dla niego to tylko mrugnięcie wielkich niebieskich oczu. Gabriel czasami zastanawiał się nad swoim losem, odkąd dane mu jest przebywać na Ziemi, chwilę pomyślał o mężczyżnie któremu przeciął drogę szturchając go, kiedy ten zmierzał do pracy. Pomyślał wtedy ''Jeszcze nie twoja kolej, jeszcze rok będziesz cieszył zarówno żonę jak i kochankę'', gdyby tego nie zrobił ów nieszcześnik zginałby pod kołami wściekle trąbiącego Mercedesa..
To zadanie jednak było inne.., bardziej złożone Tobas porwał się na Lucyfera - upadłego anioła pierwszego zbuntowanego, który pociągnał za sobą liczną rzesze upadłych.
Najpiękniejszy anioł Boga, Syn Jutrzenki, najmądrzejszy. Chcący zasiąść po Jego prawicy, dopóki nie pojawiła sie w nim nieprawość...

                                                                                  ***

Nie wiedział jak się to robi. Jak się wiąże pętle - w przypływie jego czarnego humoru zdał sobie sprawę, że myśli o Google z zamiarem..ale nie - kabel.
Wszedł na wyższy poziom poddasza..
- Nic mnie nie powstrzyma - pomyślał.
I Tobasowi nawet przez myśl nie przeleciało jak bardzo się myli.
Gabriel już tam był... wiedział jednak że pojawi się Syn Marnotrawny, do którego należy ten świat po upadku i walce z Michaelem

Zrobił to do czego zmuszały go okoliczności. Tak anioł, który niszczył w przeszłości całe miasta z rozkazu Stwórcy, teraz porzucił materialną powłokę - przy tym zadaniu była zbędna.
Było bardzo wcześnie i latarnie jeszcze się paliły, kiedy opuszczał ciało zniewolonego kloszarda, światło latarń nienaturalnie przygasło, a w moment póżniej lampy eksplodowały z jazgotem elektryczności sypiąc iskrami.
Nie wzruszony spojrzał w na okno z na przeciw parku w którym zostawił niewolnika - na okno pokoju Tobasa - chłopaka, który nieświadomie miał uwolnić Największego sposród ich rozdzielonej Trójcy...

                                                                           ***

Tobas w swoim amoku nie był w stanie spostrzec jak światło żarnika przygasło,był zbyt zajęty szalonym na miarę człowieka zamiarem, działał szybko w gorączkowym pośpiechu z rozszerzonymi do granic możliwości żrenicami. Wiedział,że jak nie teraz to nigdy już nie zdobędzie się na odwagę.
Tym bardziej nie wzruszył go dżwięk eksplodujących kloszy latarń ulicznych. Bardziej dla niego niepokojące wydały się głosy krzątaniny z parteru...
Ktoś już wstał, wzbudzając w nim lęk i prowokując do działania.
Zbiegł z kilku stopni blokując drzwi szafką na buty; otarł zimny pot perlący mu się na czole; wyglądał upiornie z jego bladą skórą i rozszerzonymi z nadmiaru adrenaliny żrenicami..
Nagle stwierdził, że samobójstwo nie jest wcale  takie straszne.
Założył pętle ze sznuru powleczonego ebonitem; prowizorka, ale powinna wystarczyć - pomyślał gorączkowo.

Bał się jak nigdy..pomyślał przez chwilę o rodzinie, o matce i..o ojcu..właściwie nigdy go nie miałem -stwierdził, a pętla zaciskała się coraz ciaśniej. Wiedział że skaże ich na niesamowite cierpienie. Matka prawdopodobnie wpadłaby w psychoze z szoku jaki by przeżyła
Zawachał się przez chwilę - sięgnął ręką do nabrzmiałej już od krwi szyji, zaczął sie dławić; chciał powoli bezboleśnie to.. i słowo ''przeżyć'' w tej sytuacji wydało mu się ponurym koszmarnym żartem.

Nagle naparł z całą siła swojego wątłego ciała na linę;belka zatrzeszczała złowrogo..

Archanioł czekał, stał na przeciwko chłopaka, nie pomoże mu podjąć decyzji o śmierci - sprzeciwiłby się w ten sposób Kreatorowi, który miał plan wobec niego. Tobas nie mógł widzieć anioła, dusił się; nogi zaczęły drżeć konwulsyjnie...Tobasowi nie było dane umrzeć...
Gabriel uwielbiał wulkany emocji, które się gotowały w tym śmiertelnym, który całe swoje młode życie poszukiwał - i teraz miał okazję znależć, stanął do świadomej walki z Synem Marnotrawnym dzierżąc w ręku Słowo, które tylko jemu dane było tak zinterpretować.
Sztuczny blask pierwszego z upadłych miał zostać przyćmiony przez ofiarę Tobasa. Prawda Lucyfera kolejny raz miała zostać pogrzebana - kreacja cielesności miała doczekać sie końca.

                                                                            ***

Słońce jeszcze nie wzeszło, niebo było pochmurne jednak zrobiło sie jeszcze ciemniej, jakby monstrualnych rozmiarów orzeł przykrył świat skrzydłami..
Żarówka rozbłysła jasnym światłem by chwilę póżniej zgasnąć, tak jak rozbłysła dla ludzi pewna epoka, która zbliżała się ku upadkowi - epoka pychy ludzkości i wyniszczania planety. Epoka cyklicznie powtarzanych błędów. Stwórca był coraz bardziej rozgniewany na swoje dzieci.
Zachmurzyło się...

Gabriel wiedział, że oto przybył syn marnotrawny - Lucyfer
Czas się zatrzymał, Lu jak go nazywali aniołowie przybył po duszę chłopaka. Tobas juz był po tamtej stronie - syna marnotrawnego, nieczystego.Lucyfer uwielbiał te stare okreśenia. lecz nie wiedział, że opiekunem Tobasa jest sam Gabriel. Lu nienawidził archanioła Michała poprzez odległą przeszłość, kiedy przez słowa '' którz jest taki jak Bóg! '' ja cie nie osądzam niech Bóg to zrobi."- zrzucił go z przyszłego tronu.

                                                                    Poświęcenie

Siadł naprzeciw konającego Tobasa - to twoją duszę przeszedł bym sam, należysz do mnie i mam dla ciebie pełno atrakcji w moim królestwie.- ponad sto kobiet cierpiało przez ciebie, a kilka jest przez ciebie w moim królestwie. Bravissimo Tobas!

-  Cześć Lu- tak słyszałem, to już drugi raz uniknąłem wiecznego potępienia w smrodzie siarki i morzu ognia - odparł żężącym głosem Tobas - a byłem u ciebie tylko chwilkę, lata temu wtedy nie dane mi było zostać. W tamtej chwili myślałem, że to szczęscie. Teraz już wiem, że jednym z lekarzy był archanioł Gabriel.
.Cały dzień pościłeś i modliłeś się całą noc - bez ustanku, brawo podziwiam, niewielu chrześcijan na to stać.
Czułem twój strach w nocy, myslałes, ze wtedy przyjdę? Ja Syn Jutrzenki?

-zdaje się, że ta pętla nieco ci przeszkadza - gdybyś nie był  czysty juz byś był mój chłopcze, więc pozwól że ci pomogę i zerwając sznur z szyji . Jesteś martwy za życia ale dostaniesz czujące serce od Gabriela, który od twoich narodzin nie dodstępuje cie na krok. Ja jestem panem tego świata i potraktuj to jako prezent -piekło cię chce, ale jeszcze nie teraz, niebo nie przyjmie ale ziemia cię potrzebuje. Będziez żył po to aby udowodnić, że twoje miejsce jest w piekle.
. Jak wykoszystasz ten czas zależy od ciebie, a jest go niewiele, ww piekle - sam wiesz nie ma takiego pojęcia - jest wieczność. Teraz nie jest twoja kolej - będzies żył Tobasie, wszystko to prze twoje poświęcenie, dlatego sie tu pojawiłem. Zapragnąłeś stoczyć ze mną walkę, ale to nie takie proste,  chciałem znac Jego plany i kiedy mi ich nie zdradził zrodziła sie we mnie pycha i samouwiebienie, chciałem być jak on i część aniołów przekonałem do swoich racji. Upadli wciąż przy każdym opętaniu powtarzają z pasją i żalem : '' to nigdy nie powinno sie zdarzyć '', a anioł rozumie wszystko od początku do końca. Uwierz pociągnałem wiele ludzi za sobą....te twoje kobietki także.
Próbowałeś sie ze mną walczyć i to byłoby uwieńczenie i oddanie władzy Abbadonowi i jego plagom. Ale to się stanie już niedługo, ostateczna rozgrywka.
.- hmm-, kiedyś byłem najbliżej Stwórcy, miałem byc jego prawą reką jako najmądrzejrzy i najpiekniejszy anioł jednak za tym wszystim podażała pycha i samouwielbienie Bóg nie wtajemniczył mnie w swoje plany, więc upadłem na ziemski padół...i wciąż się błąkam i wierz mi wykorzystuje ten czas perfekcyjnie wraz z poddanymi mi innymi upadłmi - to moja prawa ręka podkusiła cię do skończenia tego żywota w sposób tak haniebny - to Belial który opętał Judasza zwany w waszych czasach Antychrystem - to jakby mój pierworodny. Ale na jego jeszcze przyjdzie czas... - w tak wspaniały sposób oszukam ludzkość, jak w przedstawieniu, lecz maluczcy będą mieć związanie oczy. Ty to zacząłeś i rozpaliłeś od pierwszej swej iskry serca ogień piekielny.
Ty wykonasz Mały Sąd nad ludzkością i to Gabriel będzie cię prowadził, po jakimś czasie nastąpi Sąd Dusz, a ja dostanę ziemię na własność z tą różnicą że nie będe mieć kogo kusić - to będzie moja gechenna - morze sarki, rzecz jasna ze mna będą tysiące dusz ludzkich i jedno co bedzie poezją dla moich zmysłów to ich jęki, zawodzenia, albowiem każdy dostanie to na co zasłużył.

 To co sie miało dokonać stało się 2000 lat temu przez ofiare Jeszui, i to wystarzczyło po wieki wieków do skończenie świata, wystarczy wierzyć.
Tobas podniósł się jak na sprężynie, Lucyfera juz nie było. Było to samo mroczne poddasze, zakurzone i Tobas zaczął modlitwę do archanioła Michała...

Książe anielskich zastepów potrzebował tunelu aby przejść, tym tunelem była wiara, poświęcenie i ciało Tobasa. Tak jak 2000 lat temu zstąpił w ciało Maryji teraz przy koncu dziejów potrzebował tunelu za pośrednictem Tobasa i archanioła Gabriela i jego obecności -tej pełni
Nagle pomieszczenie wypełniło światło Tobasowi wydawało sie że widzi kilkanaście par skrzydeł i błysk złotego miecza archanioła. Poczuł jak jego ciało jest rozrywane na strzępy, niesamowite uczucie zjednoczenie się ze wszystkim wokół, przez chwilę miał wrażenie że jednoczy się z całą energią wszechświata - wszystko jest jednym, wszystko jest w tobie. Póżniej wszystko wróciło do normy. Stał oszołomiony biegiem wydarzeń. Jego ręka powędrowała do odciśnietej od sznura bruzdy na szyji. Wiedział że nikomu nie może o tym powiedzieć, uznano by go za wariata..
.
Zbiegł na dół odsuwająć szafkę blokującą drzwi, popatrzył w lustro łazienki. Spojrzał na siebie z niechęcią, po nieprzespanej nocy spędzonej na modlitwie wygladał na zmęczonego, ten epizod rano zupełnie go odrealnił. Czuł się nieswojo, wyobcowany, do tego miał na twarzy przekrwienie bierne, od sznura. spotkał sie w przejsciu z bratem, na szczęscie był zbyt zaspany aby cokolwiek zabaczyć.
Tobas przez dwa dni pościł przygotowując sie do smierci, modlitwa zajęła mu całą noc, nad ranem był gotów do tego czego jego zdaniem był przeznaczony...
W kuchni matka zaczęła przygotowywać posiłek - może zjesz coś? - starał się jej unikać, musiał wyjść
- nie dziękuje muszę iść się przejść, będę za jakiś czas-. Przemierzył szybkim sprężystym krokiem korytarz, echo jedo butów odbijało sie pośród lamperii. Zbiegł po schodach kierując  sie w stronę parku. Uratowano go właśnie z szybienicy...To byłby- rozważał co sie stało - wieki błąd popełnić samobójstwo, teraz zdał sobie z tego sprawę. Lecz czuł się  wyróżniony po tym epizodzie.
Czuł sie maniakalnie i ta nastepna myśl która przyszła to czy to wszystko było realne, czy to tylko wytwór niedokrwienia mózgu...
Wyszedł
                                                                         ***
Po drodzę jedo uwagę zwróciła wystawa księgarni, pod tytułem jednej z księzek widniał apostrof - '' wykorzystaj dany tobie czas dobrze '' zatrzymał wzrok na chwilę - uśmiech pojawił się na jego twarzy. Pomyślał to jeden z tych znaków których nigdy nie traktował poważnie, najwyżej jako zbieg okoliczności. Skojarzyło mu sie pojęcie synchroniczności według Junga.
Teraz to do niego dotarało. Nie było innego wyjścia, musiał się zmienić '' droga do zbawienia zaczyna się dziś, właśnie w tej chwili '' nie myślał jednak o królestwie niebieskim. Musiał  zacząc od wykształcenia - owe talenty. Był zawsze uważany za zdolnego jednak bardzo leniwego. To będzie jego właściwa droga nie zapominając tej która dała mu nadzieję- o Bożym planie, którego tylko mógł sie domyślać. A jak mówi Pismo

 '' nie zbadane są wyroki Boskie ''

Tobas pomyślał że to że jego misją na kolejne lata życia jest pomagać innym ludziom. Myśl aby zostać lekarzem pojawiła sie tak po prostu, choc kiedyś wydawałoby mu sie zupełnie nieralne teraz miał niesamowita wiarę w siebie. Nikt dotknięty przez anioła nie pozostaje taki sam...
Przechodząc w zamyśleniu przez park dojrzał kontem oka kloszarda, mijając go o pół kroku usłyszał słowa - '' kieruj sie głosem serca ''. Poczuł lęk pomieszany z ekscytacją, włosy mu sie zjeżyły, odwrócił sie i zobaczył niesamowicie kontrastujące z wyglądem niebieskie duże oczy, które mówiły - o nic nie pytaj idz ta trogą którą wybrałeś, drogą prawości.Jego oczy nie pozwalały na zadwanie pytań.
Wiele osób mówi '' wiara to ciągłe wątpliwości '', ale Tobas nie był z tych, był wybrany, on Wiedział bo ta wiedza zoatała mu dana, nawet jeśli byłaby to iluzja - to go trzymała przy życiu.  Szedł przed siebie, przez wilgotny po deszczu park, szedł w stronę słońca a coraz widoczniejszym uśmiechem człowieka, któremu dano drugą szansę w tak niesamowity sposób. Dziękował Stwórcy w myślach. Minał po drodze katedrę. Wszedł i ku jego konsternacji odprawiano nabożenstwo powołaniowe do misji . Uznał to za znak, jednak miał wielką słabość do kobiet, to by nie wypaliło na dłuższą metę, był tego śmiadom. Porozmawiał chwilę z klerykiem nie wspominając o rannym epizodzie, wiedział podświadomie, kleryk odradził mu życie zakonne - jestes powołany do czegoś innego. Dowiesz się tego w przyszłym czasie. I taką płentą skończyła sie ta rozmowa.
                                                          *** LIST DO GABRIELA.    ***
Zaczynał sie pierwszy dzień mojego nowego życia nowego życia życia i nie mogłem t tego zmarnować, tego daru łaski. Jakby od niechcenia wszedłem do empiku i usłyszałem piosenkę - '' to jest początek reszty twojego życia ..'' Myślę że jesteś ze mną Gabrielu, czuje to.
Przejeżdzając do tej doliny nie spodziewałem sie niczego nadzwyczajnego -długo tu nie zabawie, teraz otworzyły mu sie oczy i zaczął postrzegać inaczej. Zacząłem sie zastanawiać nad przeznaczeniem. wszystko nagle wydało mu sie inne, co mnie pchało ku unicestwieniu kiedy nie stroniłem od narkotyków i alkoholu, co mnie pchało do przodu , bądz cofało. Ta dolina ten rodzinny dom ma w sobie pewien rodzaj wyjątkowości. Choć wcześniej wszystko wydawało sie bez sensu i celu, teraz ludzie wydają sie inni, każdy przejawia swoistą wyjątkowość z której można czerpać, choć wcześniej wszystkich oceniałem według własnych kryteriów. świat jest inny choć sie nie zmienił - więcej w nim radości i sensu.
Wszystko przemawia więc za zmianą , zmianą sposobu myślenia, postrzegania drugiego człowieka, otwarcia się na niego, nie dane mi było umrzeć, Bóg nie potrzebuje takiej ofiary, a gdybym to zrobił, skazał bym sie na wieczne potępienie wbrew przykazaniu '' nie zabijaj ''.Ta szansa to wszystko przemawiało za zmianą, za przewartosciowaniem.''

Więc Gabrielu zgodnie z powyższym chcę sie zmienić, Twoje słowa odcisnęły pietno w mojej świadomości, więc trwaj przy nie upominając mnie w chwilach zwątpienia. I przypomniałem sobie słowa - '' I choćbym kroczył ciemną dolina zła sie nie ulęknę bo ty jesteś przy mnie''.

 I Tobas wiedział , że takich ciemnych dolin będzie dużo. Był w nim wiele sprzeczności i napięcia z tym związanego. Tajemnica człowieka który w napięciu nie do pokonania pomiędzy swoją skończonością , a dążeniem do nieskończoności, nosi w sobie pytanie o ostateczny sens swojego życia. Dałeś mi do zrozumiena archaniele, że chrzeeścijanin jest na świecie ale nie należy do tego świata.
Pomyślał przez dłuższą chwilę o wydarzeniach ostatniego roku, był prawie jak w amoku. Konsumpcjonizm ogarnął go bez reszty jednak nie dając nic w zamian i wciąż był głodny szcześcia ktorego poszkukiwał w rzeczach materaialnych. Teraz zrozumiał,że postawa konsumpcyjna nie uwzględnia całej prawdy o człowieku, ani prawdy historycznej, ani społecznej, ani tej wewnętrznej i metafizycznej. Raczej jest ucieczką od niej.
Ucieczką od prawdziwego człowieczeństwa, bo jesteśmy tylko prochem i z niego powstaliśmy i w niego sie obrócimy.
Czy nadal boję sie śmierci? Myślę, że nie Boję się ludzi pozbawionych romantyzmu, bowiem oznacza to zimno emocjonalne, wyrachowanie, kalkulację, materializm, brak empatii i mało kreatywny intelekt zastąpiony pseudo wiedzą oraz implantem, jakim jest dyplom, tytuł i wyznaczona droga. Boję sie ludzi idących drogą swoich fetyszystycznych marzeń. Nie szukają Boga w sobie a w zewnętrznych oznakach religii która mianowała sie Stwórcą.
Boimy się uderzyć w autorytety swoich Panów, ponieważ nie jesteśmy nikim innym jak tylko wystraszonym niewolnikiem stawiającym pomniki fetyszom i bożkom!
Uśmiecham się, patrzę czasami w księżycową noc w lustro i myślę gdzie sie podziały moje ideały z dzieciństwa, marzenia ,lojalność ,prawda. Teraz jest inaczej Gabrielu, lecz wcześniej były  sprzeczności, kłamstwo i pustka.
Mesjańskie zło, Mesjasz zła zawsze był, jest i będzie w was samych, on nie musi nadchodzić zaprosili go wszyscy wierzący w religię i hierarchię.

I HATE RELIGION, BUT I LOVE JEZUS